EKSPERT RADZI

W tym roku decyzje trudniejsze niż zwykle


W poprzednim wpisie dokonałem podsumowania ubiegłego roku. Minął miesiąc i za chwilę staniemy przed koniecznością podejmowania ważnych decyzji, istotnych dla sukcesu w sezonie wegetacyjnym 2020. Niedawno w jednym z wywiadów pytano mnie o zalecenia nawozowe po zimie. Zanim odpowiedziałem, sam postawiłem retoryczne pytanie czy to jeszcze jesień czy już wiosna, bo zimy – przynajmniej w Wielkopolsce – nie widać.

Dotychczasowy przebieg pogody sprawia, że dylematów w poszczególnych gospodarstwach będzie sporo. Co gorsza, niemożliwe będzie postawienie jednej, uniwersalnej diagnozy ponieważ nawet w tym samy regionie poszczególne pola wyglądają bardzo różnie. W tym roku, inaczej niż w latach ubiegłych, widoczne jest silne zróżnicowanie plantacji pszenic ozimych. Częściej niż zwykle obserwuje się łany bardzo gęste, niekiedy wręcz nadmiernie rozkrzewione. W gorszych stanowiskach spotykane są także pszenice rzadkie, wymagające natychmiastowej interwencji.

Z tego powodu tak ważna jest odpowiednia ocena plantacji, zarówno wizualna jak i pogłębiona testem zawartości azotu mineralnego w glebie. Zakładając, że siewu dokonano w odpowiednim terminie agrotechnicznym, a stanowisko właściwie przygotowano, silne rozkrzewienie pszenic ozimych tłumaczyć trzeba długą i ciepłą jesienią. Opady z przełomu października i listopada spowodowały względnie dużą akumulację azotu i innych składników, stąd taki, a nie inny stan plantacji na przedwiośniu. Inną kwestią jest zaplanowanie dużej gęstości łanu wynikającej ze zwiększenia normy wysiewu. Zestawiając to z polem, na którym pszenica ozima nie rozpoczęła nawet krzewienia, mamy do rozwiązania co najmniej dwa dylematy:

  1. Jaka jest przyczyna gorszego stanu plantacji (termin siewu, brak jesiennych opadów w danym regionie, niedoskonałość stanowiska odniesiona do zasobności lub odczynu, błędy agrotechniczne)? Wszystko to trzeba rozważyć, po to aby podjąć teraz odpowiednie decyzje i zadać sobie kluczowe pytanie o ilość azotu glebowego do wykorzystania w najbliższych tygodniach. Nie można przecież wykluczyć, że w glebie pozostał azot z ubiegłego roku, ponieważ ze względu na deficyt opadów nie został wykorzystany przez przedplon. Po ten azot trzeba jednak sięgnąć, o czym za chwilę.
  2. Gdy plantacja wygląda dobrze, to prawdopodobnie pobrała dużo azotu – teoretycznie może być go więc mniej w profilu glebowym, ale nie musi. Trzeba to rozeznać, bo przecież od tego będzie zależeć wiosenna strategia nawożenia. Nadmiar azotu, w dodatku szybkodziałającego, w silnie rozkrzewionym łanie może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Pamiętajmy, że w gęstych łanach znacznie wzrastają potrzeby wodne (tab. 1). W konsekwencji rośliny niepotrzebnie konkurują o wodę i inne składniki. Pisząc niepotrzebnie zakładam, że przecież nie wszystkie źdźbła „da się wyżywić” i tylko część z nich wytworzy kłosy. W tym miejscu przypomnę o kompensacji struktury plonu. Zgodnie z tą regułą łany zbyt gęste wytwarzają zwykle kłosy o mniejszej liczbie ziarniaków.

Tabela 1. Zapotrzebowanie na wodę (mm opadu/t ziarna) pszenicy ozimej w zależności od gęstości łanu i podziału dawki N (Hanse Agro za Bartels  2002)

Rozterek nie brakuje także wśród rolników uprawiających rzepak ozimy. Większość rzepaków weszło w okres zimowego spoczynku, o ile w ogóle okres ten się zaczął, w dobrej kondycji. Można założyć, że te dobrze wyglądające rzepaki pobrały już względnie dużo azotu, co nie oznacza jednak zaleceń nakierowanych na ograniczenie lub opóźnienie wiosennej podaży azotu. W momencie ruszenia wegetacji rzepak „głodny azotu” błyskawicznie zredukuje swój potencjał odniesiony do tworzenia zawiązków liści i pędów bocznych, a to przecież warunek podstawowy (lecz nie jedyny) uzyskania dużego plonu. Widziałem w tym tygodniu plantacje o całkiem dużej biomasie, lecz z silnymi niedoborami składników mineralnych, podobnymi do tych na rycinie 1. W takiej sytuacji musimy działać już teraz wprowadzając nawozy zawierające fosfor, potas, magnez i oczywiście siarkę, której dopływ na plantacjach rzepaku powinien być dwukrotnie większy niż w zbożach.

Rycina 1. Uogólnione objawy niedoboru składników mineralnych (źródło: Potarzycki, 2017)

Nawozy z azotem są jeszcze w poczekalni, pozostałe składniki mogą robić swoje

W niektórych mediach pojawiły się ostatnio informacje o możliwym ustawowym przyspieszeniu terminu stosowania nawozów azotowych. Choć popieram taką inicjatywę, przyznaję jednocześnie, że jestem sceptyczny. W obecnej sytuacji, o czym zresztą pisałem już nie raz, trzeba rośliny przygotować do walki o wodę i składniki mineralne. Przywołując warunki pogodowe z ostatnich lat, słowo „walka” jest jak najbardziej na miejscu. Co najważniejsze, możemy to zrobić już teraz. Zakładam, że moi Czytelnicy doskonale wiedzą o co chodzi, dlatego sygnalizuję najkrócej jak się da: fosfor = rozwój systemu korzeniowego, potas = racjonalna gospodarka wodna, magnez = uwalnianie energii potrzebnej do wiosennego startu, siarka = efektywne przetwarzanie pobranego azotu w biomasę.

Wspomagania, o którym mowa można dokonać wykorzystując różne produkty, zależnie od stanu zasobności gleby i specyfiki danej uprawy. Z asortymentu firmy Luvena warto zwrócić uwagę na wymienione niżej produkty (ryc. 2), choć oferta firmy w tym zakresie jest znacznie szersza.

Rycina 2. Nawozy rekomendowane do walki o wodę i azot

W tym miejscu wypada przypomnieć, to co już kiedyś napisałem w Poradach Eksperta: „Rośliny uprawne pobierają z gleby azot jako kation NH4+ (mówiąc potocznie azot amonowy) lub anion NO3 (mówiąc potocznie azotany). Zwykle w roztworze glebowym więcej jest azotanów, które uważane są za formę azotu szybkodziałającą, co nie oznacza, że w okresie wiosny rośliny nie akumulują także azotu amonowego. Akumulacja każdej z form azotu wymaga od rośliny określonych nakładów energetycznych i obecności innych składników. (…) Wprawdzie jon amonowy jest pobierany biernie ale asymilacja czyli wbudowywanie azotu w struktury biochemiczne następuje w korzeniach. Zatem konieczny jest transport cukrów z liści do korzeni, a to wymaga nakładów energii. Potrzebny jest fosfor wchodzący w skład ATP, ale także Mg warunkujący uwalnianie tej energii. Ponadto wskazana jest obecność potasu jako „transportera”. Z kolei azotany są pobierane czynnie (także potrzebna jest energia) i dalej są transportowane do liści, gdzie najpierw ulegają redukcji, a potem są wbudowywane w strukturę aminokwasów. To z kolei wymaga nie tylko obecności makroskładników, lecz także mikroelementów”   

Wykorzystać bieżące opady

Prawdą jest, że pogłówna aplikacja fosforu i potasu nie jest optymalnym terminem na wprowadzenie głównej masy tych składników. Jednak w sytuacji gdy istnieją jakiegokolwiek przesłanki do wystąpienia niedoboru (także utajonego) danego pierwiastka, pod koniec zimy warto zainwestować w nawożenie. Ponadto z literatury przedmiotu wynika, że nawet w zasobnym stanowisku pozytywne efekty przynosi tak zwane wiosenne nawożenie startowe, stosowane po to by dostarczyć młodym, słabo rozwiniętym korzeniom niewielką ilość składnika. Stymulowane w ten sposób korzenie w przyszłości sięgną do głębszych warstw profilu glebowego po wodę, azot i inne składniki. Postępowanie takie ma jeszcze jedno uzasadnienie. Chodzi o wykorzystanie bieżących opadów do rozpuszczenia granuli i związania składnika przez glebę. W momencie gdy piszę ten tekst w Wielkopolsce już drugi dzień pada, a prognozy zapowiadają w najbliższym czasie kolejne opady (ryc. 3).

Rycina 3. Prognoza pogody dla Poznania (źródło: http://www.meteo.pl), zielonym kolorem oznaczono opady (mm); dostępność 30.01.2020

Żeby nie być posądzonym o lokalny patriotyzm, poniżej przedstawiam wskaźniki wilgotności gleby dla Polski w warstwie powierzchniowej i w podglebiu (ryc. 4). Wszystkie odcienie niebieskiego i intensywny kolor zielony napawają umiarkowanym optymizmem. Jest to jednak stan na koniec stycznia, trudno powiedzieć, co będzie dalej. Nie zmienia to jednak faktu, że sytuację tę trzeba wykorzystać.

Rycina 4. Wskaźniki wilgotności gleby, %

Wskaźnik wilgotności jest określany w % jako stan od pełnego wyschnięcia (wartość bliska zeru) do pełnego nasycenia (wartość 100%). W okresie zimowym wartości zbliżone do zera oznaczają przemarznięcie danej warstwy. W okresie letnim obszary o wilgotności poniżej 30-40% wskazują na możliwy deficyt wody w strefie korzeniowej. (źródło: http://agrometeo.pogodynka.pl/monitoring/rozklad_opadow); dostępność 30.01.2020

Gdy będzie można wreszcie wysiać azot

Jak zaznaczyłem wcześniej w tym roku nie będzie gotowej recepty dla wszystkich plantacji. W takich sytuacjach jedynym narzędziem weryfikującym stan plantacji jest test Nmin. Podkreślmy raz jeszcze, że z powodu zeszłorocznej suszy nie wszędzie azot został wykorzystany. Z drugiej strony jesień była długa i ciepła a więc azot był pobierany jeszcze w listopadzie  (dotyczy rzepaku ozimego w dobrym stanowisku, ale także pszenic sianych wcześnie). Bez wykonania testu glebowego niczego nie możemy być pewni.

W sytuacji gdy nie wykonamy badania gleby musimy skupić się tylko na obserwacji łanu. Przyjmując za kryterium oceny liczbę źdźbeł/m2 z pewnym przybliżeniem możemy przyjąć następujące ilości azotu w pierwszej dawce: do 300 (60-80 kg N/ha), 300-500 (50-70 kg N/ha) i powyżej 500 (40-60 kg N/ha).

Dobór nawozu

Nawozy azotowe wykazują różny skład chemiczny i formulację fizyczną, a przez to zróżnicowaną szybkość działania. Należy przyjąć zasadę, że zdecydowanie szybciej i efektywniej działa azot azotanowy (NO3), lecz pod warunkiem, że jednocześnie w glebie występuje odpowiednia dostępność kationów (K+, Mg2+, Ca2+). Jest to szczególnie ważne stadiach rozwojowych, w których następuje szybki przyrost biomasy. Jony amonowe (NH4+) działają wolniej, lecz są dobrze wiązane w glebie, przy czym nadmiar tej formy może być toksyczny. Nośnikiem azotu w moczniku jest forma amidowa (organiczna), co oznacza, że pobranie tego składnika przez roślinę musi być poprzedzone procesem hydrolizy, który zachodzi przy udziale enzymu ureaza, wydzielanego przez bakterie glebowe. W praktyce proces ten odbywa się w różnym przedziale czasu zależnie od temperatury, aktywności biologicznej gleby i wilgotności. Trzeba jednocześnie pamiętać, że azot z mocznika (i częściowo z RSM) po przemianach przechodzi w formę amonową, w której jest de facto pobierany przez korzenie. Istnieje więc duże ryzyko ulatniania się azotu jako amoniaku do atmosfery. Straty azotu z mocznika są szczególnie duże w środowisku lekko zasadowym (odczyn gleby, wcześniejsze wapnowanie) oraz w warunkach braku opadów. Chodzi o to aby w krótkim okresie (2-3 dni) po aplikacji doglebowej spadł deszcz. W przeciwnym razie efektywność mocznika będzie wyraźnie mniejsza. To samo dotyczy sytuacji, w której zastosujemy mocznik na glebę nawet bardzo wilgotną, ale po aplikacji nastąpi długi okres bez deszczu.

Decyzja o wyborze nawozu na pierwszą wiosenną dawkę azotu nie jest łatwa. W łanach pszenicy ozimej silnie rozkrzewionych proponuję wybrać nawozy wolniej działające (amonowe, amidowe), po to by nadmiernie nie dokrzewiać łanu. Formy te będą działać w dłuższym przedziale czasu. W takich stanowiskach warto rozważyć zmniejszenie pierwszej dawki i główny akcent położyć na drugą dawkę azotu, przyspieszając jednocześnie termin stosowania tej (drugiej) dawki na stadium BBCH 28 i używając nawozu umiarkowanie szybko działającego czyli zawierającego obie formy azotu (saletra amonowa, saletra amonowa z wypełniaczem lub RSM). Z kolei w łanach rzadkich, niedożywionych konieczne będzie zastosowanie przynajmniej części azotu w formie azotanowej, przenosząc główny akcent na pierwszą dawkę.

W przypadku rzepaku ozimego sprawa jest łatwiejsza. W pierwszym możliwym terminie należy zastosować nawóz azotowy szybkodziałający (z azotanami) w pełnej przewidywanej dawce lub w ilości wynoszącej ¾ planowanej dawki, a pozostałą część zaaplikować po 7-10 dniach. Decyzję o podziale sumarycznej dawki azotu należy poprzedzić oceną stanowiska, biorąc jednocześnie pod uwagę fakt aby jednorazowa dawka azotu nie była zbyt duża.