EKSPERT RADZI

Uzupełnić składniki w okresie pozawegetacyjnym


Wkrótce rośliny ozime wejdą w okres zimowego spoczynku. Nie oznacza to jednak, że we wszystkich gospodarstwach możemy bezrefleksyjnie czekać do wiosny. Piszę o tym celowo, ponieważ całkiem niedawno idąc na wykład usłyszałem rozmowę dwóch studentów, z których jeden stwierdził, że teraz jest już za późno na jakiekolwiek nawożenie. Drugi, wręcz przeciwnie – oświadczył, że dopiero teraz pomyślą z tatą o uzupełnieniu składników, bo wcześniej nie było na to czasu. Dwa różne poglądy. Oba merytorycznie do obronienia.

Najlepszym rozwiązaniem jest oczywiście przyjęcie strategii nawożenia zapewniającej (ewentualną) regulację odczynu i odpowiednie zaopatrzenie roślin w składniki mineralne w okresie przed siewem roślin. Teoretycznie możemy więc założyć, że do przedwiośnia rzeczywiście nic nie musimy robić. Jednak nawet w takim scenariuszu trzeba uwzględnić różnice gatunkowe. Inna jest przecież dynamika akumulacji składników przez rzepak ozimy siany w trzeciej dekadzie sierpnia, a inna w przypadku pszenicy ozimej sianej na początku października. Skoro różna dynamika wzrostu, to także odmienna jesienna akumulacja (pobranie) składników. W pierwszym przypadku nieporównywalnie większa. Jeśli tak, to mimo wszystko warto rozważyć uzupełnienie niektórych składników jeszcze jesienią.

Co natomiast zrobić w sytuacji gdy – jak twierdził jeden ze studentów – wcześniej nie było na to czasu? Nie będę nawet próbował nikogo przekonywać, że pogłówna aplikacja fosforu, potasu i składników drugoplanowych jest bardzo dobrym rozwiązaniem. W przypadku fosforu i potasu na pewno nie jest, o składnikach drugoplanowych można ewentualnie podyskutować jak postępować.

Jeśli gleba na której są już oziminy jest uboga w fosfor i/lub potas trzeba zareagować właśnie jesienią. W tym przypadku do pogłównej aplikacji należy użyć nawozów bardzo dobrze rozpuszczalnych w wodzie, z oferty firmy Luvena, takich jak Superfosfat prosty i Sól potasowa. Warto rozważyć także aplikację Luboplonu Kalium – jako nawozu o szerszym spektrum działania. Jeśli sytuacja z potasem w glebie jest bardzo zła, zalecałbym wysiew 2/3 planowanej ilości tego składnika teraz, a pozostałą część dawki przenieść na wiosnę. Chodzi o to, żeby jednorazowo nie wnosić do gleby zbyt dużo soli potasowej, co przy suchej zimie (a tego nie można wykluczyć) mogłoby wywołać efekt zasolenia. Tyle o składnikach głównych, zwanych pierwszoplanowymi.

Obecnie, inaczej niż jeszcze 2 lata temu, należy eksponować konieczność optymalnego zaopatrzenia ozimin w składniki drugoplanowe. Mam na myśli dobrze znane praktykom rozporządzenie, którego konsekwencją jest możliwość stosowania azotu najwcześniej 1 marca. W takiej sytuacji cała strategia nawozowa powinna być nakierowana na możliwie najefektywniejsze wykorzystanie na przedwiośniu zgromadzonych w glebie zasobów azotu. Jest to szczególnie ważne w uprawie rzepaku ozimego, przynajmniej z dwóch powodów. Gatunek ten w niektórych regionach kraju, w sprzyjających warunkach, rozpoczyna wiosenną wegetację już w lutym. Ponadto w sytuacji gdy jest ciepła jesień – taka jak w tym roku – rośliny są dłużej aktywne fizjologicznie, co oznacza większe wyniesienie składników, które należy uzupełnić. W stanowiskach, w których z różnych przyczyn niedoszacowano dawek nawozowych objawy niedoboru mogą pojawić się już jesienią. Poniżej zamieszczono fotografię takiej plantacji (fot. 1). Z analizy chemicznej liści wynikał silny niedobór azotu związany z gospodarką innymi składnikami.

Fotografia 1. Plantacja rzepaku ozimego z uogólnionymi niedoborami składników mineralnych (jesień), fot. J. Potarzycki

Do  makroskładników drugoplanowych zaliczane są magnez, wapń i siarka. Tak się składa, że zapotrzebowanie rzepaku ozimego na każdy z tych składników jest większe niż zbóż. Dlatego niezależnie od jakości stanowiska wskazane jest profilaktyczne zastosowanie nośnika siarki i magnezu. Kryterium to idealnie spełnia Luboplon magnezowo-siarczanowy. Formulacja chemiczna tego nawozu sprawia, że składniki uwalniane są z granuli stopniowo, bez ryzyka szybkiego wymycia poza zasięg systemu korzeniowego. W efekcie po wznowieniu wegetacji  zarówno magnez jak i siarka będą mogły być pobrane przez rośliny. Aplikacji nawozu można oczywiście dokonać także na przedwiośniu, jednak w takiej sytuacji trzeba wziąć pod uwagę ograniczenia związane z wjazdem na pole (dotyczy pól nadmiernie uwilgotnionych) oraz czas, który musi minąć od wysiewu do uruchomienia się składników. W słabszych stanowiskach, zwłaszcza tam gdzie rośnie rzepak ozimy, warto rozważyć także wysiew Luboplonu wapniowo-magnezowego. Przypomnę tylko, że na wyprodukowanie jednej tony nasion (wraz z biomasą wegetatywną) rzepak ozimy pobiera około 50 – 55 kg Ca/ha czyli porównywalne ilości z azotem (58 – 60 kg N/ha) i dwukrotnie więcej niż fosforu (26 – 30 kg P2O5/ha).

W tym miejscu pewnie wielu Czytelników zapyta: po co tak się spieszyć z magnezem i siarką, czy nie lepiej zrobić wszystko co trzeba wiosną? Odpowiadając przypomnę, że po okresie zimowym rola wymienionych pierwiastków polega przede wszystkim na regeneracji tkanek roślinnych oraz z możliwie szybkiej asymilacji azotu. Oba te procesy wymagają energii zmagazynowanej w specyficznych strukturach (ATP), których integralną częścią jest także fosfor. Rzecz w tym, że uwalnianie energii z tych struktur następuje pod wpływem enzymu ATP-aza, aktywowanego przez kationy magnezowe (Mg2+). Zatem w warunkach deficytu fosforu i magnezu w początkowym okresie wzrostu roślina nieefektywnie gospodaruje energią. Rzadko eksponowaną funkcją magnezu jest udział tego składnika w transporcie azotanów do liści, gdzie następuje włączenie azotu w metabolizm rośliny. Mówiąc najprościej – startuje wiosenna wegetacja roślin. W tym okresie dynamika pobierania azotu jest ściśle związana z budową biomasy nadziemnej i sprawnego systemu korzeniowego. Pamiętajmy, że na przełomie lutego i marca rośliny nie mają komfortu żywieniowego, gdyż z woli ustawodawcy cierpią z powodu niedostatecznej dostępności azotu. Dlatego tak ważne jest stworzenie roślinom optymalnych warunków do poszukiwania (fosfor i potas) oraz wykorzystania (magnez i siarka) glebowego azotu rezydualnego.

Na przedwiośniu budowa plonu rzepaku ozimego odnosi się do powstania zawiązków pędów bocznych. W łanie zbóż po wznowieniu wegetacji kształtowana jest gęstość łanu w procesie krzewienia, a niedługo potem następuje inicjacja tworzenia zawiązków kłosów. Choć trudno w to uwierzyć, pierwotna struktura kłosa jest zdefiniowana już w stadium BBCH 30-31 czyli 1-kolanka (fot. 2).

Fotografia 2. Zawiązki kłosów pszenicy i żyta na początku strzelania w źdźbło (źródło: Potarzycki 2017)

Gdyby prześledzić fizjologię plonowania roślin uprawnych okaże się, że nie wystarczy tylko stworzyć warunki do pobierania i transportu azotu. Niemniej ważne jest szybkie włączenie pobranych azotanów w szlak procesów metabolicznych. Ogromną rolę w tej ściśle zdefiniowanej sekwencji zdarzeń odgrywa siarka. Jest to związane między innymi z udziałem tego pierwiastka w budowie ferredoksyny – związku będącego „przenośnikiem elektronów” w procesie fotosyntezy. Oznacza to bezpośredni wpływ na produkcję asymilatów czyli plonu. Dla praktyków wpływ siarki na plon i jakość nasion rzepaku ozimego jest oczywisty. Natomiast reakcja plonotwórcza zbóż na aplikację siarki jest ciągle dyskutowana. W najnowszych badaniach wykonanych na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu potwierdzono plonotwórcze znaczenie siarki w uprawie pszenicy ozimej wynikające z wpływu na liczbę źdźbeł kłosonośnych czyli gęstości łanu. Jest to składowa plonu kształtowana najwcześniej, a to oznacza konieczność zapewnienia roślinom odpowiedniej dostępności anionów siarczanowych już w okresie wiosennego ruszenia wegetacji. Tym bardziej, że jak wynika z monitoringu zawartości siarki siarczanowej prowadzonego na przestrzeni wielolecia przez Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, w Polsce następuje  systematyczny wzrost udziału gleb o niskiej zawartości siarki przyswajalnej. Aktualnie gleby te stanowią ponad 90% gruntów ornych (IUNG 2012).

Dodatkowym argumentem przemawiającym za kontrolą stanu zaopatrzenia roślin w magnez są dane publikowane przez Główny Urząd Statystyczny, z których wynika, że udział gleb o niskiej i bardzo niskiej zasobności w przyswajalne formy magnezu wynosi średnio 27% (ryc. 1). Szczególnej uwagi wymagają grunty orne województw lubelskiego, łódzkiego i mazowieckiego.

Rycina 1. Udział gleb o bardzo niskiej i niskiej zasobności w przyswajalny magnez, % (źródło: GUS 2018)

W okresie jesieni warto pomyśleć także o ewentualnej korekcie właściwości gleb przeznaczonych pod zasiew roślin jarych. Wszystkie przytoczone wyżej argumenty związane z aplikacją składników drugoplanowych pozostają aktualne. W tym kontekście ważne jest jeszcze zwrócenie uwagi na odczyn gleby, ponieważ jesień jest ostatnim realnym terminem na wprowadzenie nawozów odkwaszających z myślą o roślinach sianych/sadzonych na wiosnę. Jak pokazują ryciny 2 i 3 problem korekty odczynu gleb dotyczy ponad 60% powierzchni użytków rolnych.

Rycina 2. Udział gleb o odczynie bardzo kwaśnym i kwaśnym, % (źródło: GUS 2018)

Rycina 3. Udział gleb o odczynie lekko kwaśnym, % (źródło: GUS 2018)

 

Z oferty firmy Luvena obligatoryjnie należy rozważyć zastosowanie Luboplonu siarczanowo-magnezowego, niezależnie od właściwości stanowiska, przyjmując aplikację tego nawozu jako działanie profilaktyczne. Na glebach wymagających odkwaszenia polecany jest Luboplon CAL-MAG jako środek wapnujący (ryc. 4).

Rycina 4. Nawozy poprawiające produktywność stanowiska produkowane w firmie Luvena

Myślę, że bardzo dobrym podsumowaniem niniejszego tekstu będzie przypadek jednego z moich studentów. O ile dobrze pamiętam zdarzenie to miało miejsce na polu wziętym w dzierżawę. Mimo zastosowania pełnego nawożenia azotem na przedwiośniu plantacja pszenżyta wystartowała fatalnie. Obserwowano zaburzenia krzewienia, część roślin wypadła, na niektórych zaobserwowano objawy niedoboru fosforu (fot. 3). Zaleciłem pobranie próbek gleby i pełną analizę. Okazało się, że pełna analiza nie była konieczna. Wystarczyło sprawdzić odczyn gleby, który wynosił 4,5 (!). W tym przypadku inwestycja w nawozy azotowe, choć niewątpliwie potrzebna, nie przyniosła spodziewanych efektów, gdyż czynnikiem limitującym okazały się warunki glebowe ograniczające funkcjonowanie systemu korzeniowego. Gdyby odpowiednio wcześnie rozpoznano problem jednym z rozwiązań mogłoby być pogłówne zastosowanie jednego z omówionych wyżej Lubofosów celem ograniczenia toksycznego działania kationów glinu, szczególnie aktywnych w stanowiskach zakwaszonych.

Fotografia 3. Plantacja pszenżyta w stanowisku o pH = 4,5 (podano za Potarzyckim)